Runmageddon: co ona robi w „błocie”?

#aktywność   #determinacja   #kobieta   #motywacja   #piekielny bieg   #rozmowa   #runmageddon   #siła   #sport  


6 sierpnia, 2016
Udostępnij

Krucha Blondynka z piosenki Czesława ustępuje miejsca tej silnej i zdeterminowanej. Po raz kolejny okazuje się, że droga do celu może być równie przyjemna jak sam cel! Zaraz, zaraz… Ale czy można odnaleźć przyjemność pośród granic wytrzymałości – błota, potu i bólu? Poznajcie Katarzynę Maczugę – atrakcyjną blondynkę, która przełamuje wszelakie stereotypy – uczestniczy w piekielnym biegu Runmageddon i nie wstydzi się przyznać „tak, dam radę”. Może Ty tez dasz?

Jesteś atrakcyjną, zadbaną blondynką. Co robisz pośród błota, przeszkód, potu i bólu?
Katarzyna Maczuga: Odpowiedź jest prosta – dobrze się bawię! A tak na poważnie, można dbać o siebie i startować w Runmageddonie. W dniu biegu odrzucam makijaż, zakładam najstarsze ubrania, włosy wiąże w kucyk. Najważniejsze wtedy jest pozytywne nastawienie. Z przeszkodami na trasie jest jak z przeszkodami w życiu, mówię sobie: ,,dasz radę” i daję. Wtedy nie mam już wyboru, a radość i satysfakcja na mecie – tego nie da się opisać słowami. To trzeba przeżyć.

Czym jest dla Ciebie Runmageddon? Jak się o nim dowiedziałaś?
K.M: O Runmageddonie dowiedziałam się od brata. Rok temu kibicowałam mu na mecie. Już wtedy poczułam, że to coś dla mnie! Powiedziałam, że za rok startuję. Minęło kilka miesięcy, a ja stałam z jego żoną obok niego. Tym razem na linii startu. Wtedy też w swoim Runmageddonie Kids wystartował syn mojego brata. Miał niecałe 6 lat! A tydzień temu do naszego teamu dołączył ojciec. Trzy pokolenia, jeden bieg – trochę zwariowana ta rodzina ;). Wyobraź sobie sytuację – tuż po starcie na torze wyścigów konnych musieliśmy biec z ciężkimi workami na plecach. 100 metrów za startem ojciec krzyczy: „na co ja się zapisałem! Jeszcze za to zapłaciłem! Inni mają normalne dzieci, czy tylko ja mam takich wariatów?”. Coś w tym chyba jest (śmiech). Poza zabawą, Runmageddon traktuję jako formę samodoskonalenia, pokonywania trudności i barier. Startuję w drużynie, która w dużej mierze składa się z członków mojej rodziny. To cudowne – biec z ojcem i bratem ramię w ramię. Na trasie ważne jest zaufanie. Muszę mieć pewność, że na dole pod ścianą czeka ktoś, aby mnie złapać. Dlatego biegam z bliskimi.

Coraz częściej na ulicach pojawiają się „biegające ciała”. Sport staje się coraz modniejszy. Coraz więcej kobiet także ćwiczy z Ewą Chodakowską. Dlaczego nie pozostałaś przy „zwykłej” formie aktywności?
K.M: Na co dzień pozostają mi ,,zwykłe” formy aktywności. Runmageddony nie odbywają się codziennie. Dlatego biegam, chodzę na siłownię, spaceruję. Jednym słowem – spędzam czas aktywnie. O ile treningi Ewy są może skuteczne, nie są absolutnie dla mnie. Potrzebuję adrenaliny, dreszczyku emocji. Właśnie to daje mi Runmageddon. Cieszę się, że sport staje się coraz modniejszy! Chciałabym jednak zarazić ludzi biegami ekstremalnymi, trzeba się tylko odważyć i spróbować… Naprawdę warto!

13880147_1109204682459865_8614439984837846454_n

Co trzeba zrobić, aby dostać się na ten piekielny bieg? W jaki sposób przygotowujesz się do biegu? Co poleciłabyś dla tych, którzy chcą dopiero zacząć?
K.M: Aby wziąć udział w biegu nie potrzeba wiele. Należy zarejestrować się na oficjalnej stronie, opłacić bieg i… czekać na start. Do moich poprzednich biegów nie musiałam przygotowywać się jakoś specjalnie. Prowadzę zdrowy tryb życia i dużo się ruszam. Ważna jest dieta, tj. zdrowe odżywianie. Tego staram się pilnować. Istnieją różne poziomy trudności trasy. Dla tych początkujących poleciłabym najkrótszą 6 kilometrową trasę. Dla mnie najważniejszy jest dzień przed biegiem i dzień startu. Wtedy pilnuję posiłków, odpowiednio nawadniam organizm. Na trasie raczej nie ma punktów z wodą do picia, dlatego odpowiednie przygotowanie organizmu jest ważne. Ostatni posiłek jem najpóźniej 2,5 h przed startem. Ale tak naprawdę liczą się chęci. Oczywiście, jeśli ktoś chce wziąć udział w takim biegu, a nigdy nie biegał, to jednak musi się przygotować. Ale powtarzam jeszcze raz: trzeba się odważyć, kto raz spróbuje, na jednym biegu nie poprzestanie.

Jakie są Twoje plany związane z kolejnymi edycjami Runmageddonu? Nie lepiej usiąść wygodnie i odpocząć w wakacje?
K.M: Czy lepiej? Dla mnie raczej nie! ;). Nigdy nie potrafiłam usiedzieć w jednym miejscu. Jako dziecko skakałam po drzewach – stąd te połamane nogi i ręce. Ale to chyba zostało mi do dziś. 16 października br. startuję w Runmageddonie Hardcore. Ten bieg to ponad 70 przeszkód na 21-kilometrowej trasie. To będzie dla mnie ogromne wyzwanie, jedno z największych w życiu! Do tego biegu przygotowuję się wyjątkowo, nie tylko fizycznie, ale także psychicznie. W połowie października może być zimno, a złe warunki pogodowe to dla mnie największa przeszkoda. Podczas jednego z biegów, było blisko ściągnięcia mnie z trasy przez ratownika z powodu wyziębienia organizmu. Jednak wtedy udało mi się przekroczyć linię mety. Mam nadzieję, że i tym razem mi się uda. Wiadomo – zdrowie przede wszystkim. Ale ja nie potrafię tak poddać się, nawet jak jest ciężko. W Hardcorze startuję z bratem. Dla taty to jeszcze nie ten etap. Ale myślę, że to kwestia czasu. Mój ojciec mnie zna i wie, że jeśli będzie bardzo zimno, to już po pierwszej przeszkodzie wodnej zacznę marznąć. Powiedział, że będzie czekał na mnie w paru miejscach na trasie z ciepłą herbatą. Może to jest jakiś pomysł.

Katarzyna Maczuga – studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Uwielbia podróże, poznawanie nowych miejsc. Ale także ludzi i ich spojrzenia na świat. Wszystko to pragnie połączyć w pracy dziennikarza. Sport i zdrowy styl życia towarzyszy jej każdego dnia, a bieganie pośród błota, drutów i ścianek na Runmageddonie odmieniło jej spojrzenie na życiowe przeszkody.

Chcesz wiedzieć więcej? Obserwuj profil Katarzyny na Instagramiewww.instagram.com/katarzyna_maczuga 🙂