Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie

#Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie   #film   #kłamstwa   #relacja   #związek  


26 marca, 2017
Udostępnij

Zakończenia  wyciskają łzy… zostają z nami o wiele dłużej niż cała historia. Możemy rozmyślać co by było gdyby…, wybiegać ponad to co już się stało, tworzyć różne scenariusze. Każdy kto widział film „La La Land” wie o czym piszę. Dopiero na końcu, zdajemy sobie sprawę, jak wielki wpływ miała każda nasza mała decyzja. Podobne zakończenie filmu przygotowali dla nas scenarzyści włoskiej produkcji „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” („Perfetti sconosciuti”).

Mierzę ludzi swoją miarą, co czasem ma też pozytywny aspekt. Wydaję mi się, że nikt nie kłamie i nie chcę analizować każdej wypowiedzi mojego rozmówcy. Skoro pytam go, co u niego, to wydaję mi się, że mówi prawdę. O ile łączy nas pewien stopień zażyłości i nie jest to osoba, którą pierwszy raz widzę na oczy. Czasem jednak nie trzeba widzieć kogoś na oczy, by tak po prostu się do niego przyzwyczaić.

Dostaliśmy dar. Żyjemy w Internecie. Nieważne czy mieszkasz na wsi, czy jesteś z wielkiego miasta – jesteś w Internecie. Możesz skontaktować się z każdą osobą na świecie. Powiedzieć jej kilka słów o sobie, czasem nawet zbyt dużo. I tak przecież cię nie zna, nie może ocenić, nie zna twojej przeszłości, ani przyszłości. Sami też wiemy o sobie tyle, na ile nas sprawdzono. Trudniej bywa, gdy o nasze samopoczucie pytają osoby, które znamy. Znają kontekst sytuacji, naszą historie. Często uważamy, że prawda może ich zranić. Dlaczego znowu nie odpisałaś? Nie miałaś czasu na spotkanie? Co masz powiedzieć? Że ci się zwyczajnie nie chciało? Że bardziej od spotkania, wolałaś obejrzeć serial w samotności? Albo, że w tym momencie nie cieszysz się tak życiem, żeby potwierdzać komuś, że jest ono piękne? Uczymy się więc grzeczności, dyplomacji, która każe nam odpowiedzieć: dziękuję, że pytasz, u mnie wszystko w porządku, albo: tak, pewnie masz rację, muszę to zrozumieć, podczas, gdy cała  gotujesz się,  myśląc: nie, wcale nie jest w porządku, czuję się źle. Bo kto chce słuchać o tym, że jest źle? Grzecznie więc przytakujemy, grzecznie słuchamy, grzecznie odpowiadamy. Czy jest w tym chociaż odrobinę miejsca na szczerość?

Film „Dobrze kłamie się w miłym towarzystwie” opowiada o starych przyjaciołach, którzy spotykają się na kolacji. Akcja nie jest dynamiczna, toczy się w jednym pomieszczeniu, przy stole. Na początku wszyscy rozweseleni, głodni wrażeń, opowiadają sobie błahe historie z życia codziennego. Szczerość pojawia się wtedy, gdy mówią o tych nieobecnych. Z łatwością idzie im ocenianie tych, których nie ma. Mówią o tym, że ich wspólny przyjaciel zdradził swoją żonę z 20-latką. Zastanawiają się, ile dokładnie miała lat i jak mógł to zrobić. Sami zapominają o swoich przewinieniach. Rozprawiają o tym, czy prawda istnieje i jak wiele może skrywać czarna skrzynka, którą nazywają telefonem. Jedna z osób, wpada na pomysł, aby każdy położył swój telefon na stole i odczytywał na głos każdą wiadomość, która w czasie kolacji do niego dojdzie. Pomysł wydaje się być surrealistyczny, pamiętając o tym, że przy stole zasiadają dorośli ludzie, a nie dzieci z gimnazjum, które chcą bawić się w butelkę. Niektórzy niechętnie, ale finalnie wszyscy zgadzają się na ten pomysł. Telefony lądują na stole. Zaczyna się zabawa. Na początku niewinne wiadomości od matek, przeradzają się w komedię omyłek. Ktoś dostał od kogoś nagie zdjęcie, ktoś nie poinformował o tym, że planuje operacje, wychodzą na jaw niechciane spotkania, zakazana przeszłość i wstydliwe plany na przyszłość. Warto wspomnieć, że każda z osób przy stole jest w związku więc niejako obowiązują ich inne zasady…

Wydaje się, że człowiek w stanie wolnym, może więcej. Drobne zdrady i słodkie kłamstwa pasują do wolności. Osoba, która znalazła swoją parę kaloszy (połówkę pomarańczy, jabłka etc.) musi mówić prawdę i tylko prawdę. Każda zatajona informacja może mieć negatywny wpływ na związek. Znam osoby, które obeszły ten kult prawdy i powiedziały sobie na początku znajomości, że nie będą mówić o przeszłości, nie będą wypytywać się o swoich ex. Bo w sumie po co o tym mówić? Czy fakt, że ktoś miał kilkunastu partnerów, a ktoś był w jednym poważnym związku, może jakoś wpłynąć na nową historię? Czy jeśli usłyszę od kogoś, że wcześniej bawił się życiem, to powinnam uciekać jak najdalej, bo ja chcę się teraz ustabilizować? Czy mając jakąś tam przeszłość, już zawsze będziemy nią naznaczeni? Jedynie w czym może pomóc znajomość przeszłości, to w większym zrozumieniu człowieka. Nikt nie jest tabula rasą, każdy z nas ma coś za plecami, a kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień… Często zdarza się tak, że to co przeszkadzało nam w poprzedniej relacji, może przeszkodzić w budowaniu nowej historii. Jeżeli ktoś cię zranił, zdradził, oszukał, nie kochał, nie pragnął, nie słuchał to pamiętaj, że są to formy przeszłe, a ta nowa osoba na która patrzysz teraz maślanymi oczami, wcale nie musi okazać się taką samą.

Wracając do filmu… nagle wszyscy musieli zdjąć z siebie płaszcz półprawd i ukazać swoją prawdziwą twarz. Jak to wpłynęło na bohaterów? Jak potoczyły się ich losy? Z miłego, wieczornego spotkania, zrobił się dramat. Nie jest to żadna komedia, żadna lekka opowieść, a poważny problem do rozwiązania – ile w małych urządzeniach kryje się fałszu i obłudy (nie powinniśmy się dziwić dlaczego tak szybko się rozładowują…). Zakończenie historii pokazuje, co by było gdyby… nie było całej tej zabawy. Zastanówmy się, co by było, gdybyśmy czasem ugryźli się w język i nie powiedzieli kilka słów za dużo? Albo nie ukrywali historii, które mogą ujrzeć światło dzienne w najmniej pożądanym momencie? Morał z tej bajki jest dobrze znany – traktujmy innych, jak sami chcielibyśmy być traktowani.

Rozważania #Mad na temat filmu „Dobrze kłamie się w miłym towarzystwie” znajdziecie pod adresem – www.fitmadmara.pl/co-masz-do-ukrycia.