Mądrzejemy czy mamy wszystkiego dosyć?

#natura   #problem   #reklama   #społeczeństwo   #wstyd  


17 stycznia, 2017
Udostępnij

Wczoraj zgaszono na osiem miesięcy ekrany reklamowe przy Piccadilly Circus w Londynie.

W mediach usłyszałam o kolosalnych stratach finansowych, jakie poniosą właściciele banerów. Natomiast komentarze zwykłych ludzi, które doczytałam w sieci, mówią o tym, że miejsce to mogłoby nabrać odrobiny życia pozbawionego kiczu. A dokładniej, bez reklam – świat piękniejszy.

Ponoć jesteśmy społeczeństwem ogłupionym.

Nie śmiem zaprzeczyć.

Jesteśmy w stanie uwierzyć we wszystko, co podsuwają nam rządzący i co serwują na tacy media. Niech nikt nie zaprzecza, bo przez niejedną reklamę dokonaliśmy zakupu głupiej zabawki. Jednak mimo naszej wszechobecnej głupoty, jesteśmy w stanie powoli dostrzegać, że wiele rzeczy jest nam kompletnie niepotrzebnych. Technologia, która ułatwia nam życie, równocześnie oszpeca wszystko wokół. Już rzadko kiedy możemy spacerować po rynkach małych miast, gdzie nie zabłyśnie choć jeden kolorowy i tandetny napis.

Specjaliści od reklamy podają nam swoje grafiki w coraz bardziej tandetnym stylu, ponieważ w dzisiejszych czasach już niełatwo nas zaskoczyć. Aby zabłysnąć i wybić się ponad wszystko inne, musimy chwytać się tego, co dotychczas nie zostało nigdzie wykorzystane. Naga kobieta trzymająca w ręce wiertarkę firmy XXX, nie jest już dla nas niczym zaskakującym. Dziś przechodzimy obok golizny w większą obojętnością, niż kiedyś. Większe oburzenie przykuje ojciec zmieniający przemoczone pieluchy własnemu dziecku, niż kobieta nosząca tak krótką spódniczkę, gdzie podczas starannych obserwacji możemy doskonale stwierdzić, że bielizna jest dla niej pojęciem obcym i abstrakcyjnym.

Dotarliśmy już do takiego etapu, że rozmowa o uczuciach z osobą, którą być może kochamy, jest dla nas trudniejsza i bardziej zawstydzająca niż sypianie z pierwszą napotkaną panną, bądź chłoptasiem w klubie. Mówiąc krótko, to co kiedyś było intymne, dziś stało się idealnym narzędziem do sprzedaży. Natomiast to co kiedyś było naturalne, dziś jest głównym tematem wielu poradników, gdyż nie radzimy sobie z rozmowami o uczuciach.

Powracając jednak do wspomnianych już wyłączonych banerów w centrum Londynu. Uważam, że mimo naszego ogłupienia, wchodzimy w fazę doceniania tego wszystkiego, co powoli zanika.

Domek na wsi, postawiony w samym centrum natury, gdzie usłyszeć możemy jedynie śpiew ptaków i szum rzeki, staje się upragnionym miejscem dla wielu z nas. Uciekamy od tłoku, spalin i słynnego smogu, a świecące billboardy może zaczną przeszkadzać nam do tego stopnia, że wyłączymy je na dłuższy okres niż ośmiomiesięczną przerwę na czas modernizacji?