Martyna i Krzysztof, czyli zjedz ze mną!

#internet   #kobieta na krańcu świata   #Krzysztof Gonciarz   #Martyna Wojciechowska   #samotność   #społeczeństwo  


9 listopada, 2016
Udostępnij

Nie liczę czasu spędzonego w internetach, bo nie wyłączam pakietu danych w telefonie. Zaczynam dzień od spojrzenia w ekran telefonu. Budzik natrętnie o sobie przypomina. Mógłby przytulić i otulić w kocyk. Ale dzwoni. Widzę już maile, nieodebrane połączenia, powiadomienia z różnych portali. Dzieje się. Jeszcze nie wyszłam z łóżka, a już jestem „panią świata”.

Czasem mam dość. Wyłączam się i próbuję wylogować do życia. Ale co z tymi, którzy spędzają cały dzień przy smartfonach, ajfonach, tabletach, laptopach? Ten tekst chciałabym poświęcić tym, którzy sprzedają swoją prywatność. Możecie się nie zgodzić ze sformułowaniem „sprzedają” jeśli powiem Wam o kim mowa. Krzysztof Gonciarz. W skrócie: youtuber, vloger, absolwent UJ, mieszkaniec Krakowa, obecnie Japonii. Jego film „Więcej niż jedno życie” towarzyszy mi od kilku dni. Połączenie narracji, obrazów i muzyki – jestem pełna podziwu, zaintrygowana kreatywnością i stylem. Słucham klimatycznych tracków, które precyzyjnie wybiera do swoich materiałów. Filmy trwają średnio 10 minut, a ja chcę więcej. Trafiam na jego kolejne produkcje: „Zapytaj beczkę”, „The Uwaga Pies”. Następnie oglądam to, co tygryski kochają najbardziej. Życie prywatne! Przede mną internetowa wersja „Big Brothera”. Krzysztof opowiada o Japonii w której mieszka. Gonciarz opowiada o Krakowie z którego pochodzi. O studiach, które skończył. Krzysiek budzi nas do życia. Wita się z nami porannym uśmiechem. Krzysiek przeżywa swoją pierwszą podróż tu i tam… i tam też jeszcze. Krzysiu idzie spać.

Dlaczego Krzysiu? Z całym szacunkiem do jego osoby, ale czy musimy to wszystko wiedzieć? Tak, wiem, mogę wyłączyć internety… To wyłączam, ale na pewno do tego wrócę… Nie do jego pamiętników. Wrócę do bardziej ambitnych filmów jego autorstwa. Jako „przyszła” dziennikarka nie mogę ich ominąć. „Ale przecież on ma ciekawe życie, może o nim opowiadać” – mówi mi znajomy. To ciekawy punkt widzenia, nie śmiem się z nim nie zgodzić. Ale czy zmierza w kierunku bycia ciągle na „rec”? Czy nie potrzebuje chwili, aby odpocząć? Chwile pewnie ma, bo choć nagrywa cały swój dzień, są pewne momenty których nie pokazuje. Mam nadzieję. Ale czy nie potrzebuje dnia, tygodnia, miesiąca, aby zniknąć z sieci? Czy wtedy zniknąłby z naszej pamięci? Czy rzeczywiście życie „zwykłych bohaterów” jest takie ciekawe? Zwykłych pojawiło się w cudzysłowie, bo zloty fanów Krzysztofa Gonciarza przyciągają liczne grono odbiorców (odbyły się w dużych polskich miastach). Również stałam się jego cichą fanką.

pexels-photo-175449-large

Tak jak dawno temu, stałam się fanką Martyny Wojciechowskiej. Polecam obejrzeć ostatni odcinek „Kobiety na krańcu świata” (TVN). Albo stanąć po drugiej stronie szklanego ekranu i nagrać swój vlog – pokazać swój dzień, posiłek, zakupy. Dlaczego? Czy wiecie, że w Korei Południowej ludzie są tak bardzo zapracowani i zabiegani, że jedzą posiłki z internetem i w internecie? Wiem, że my tutaj, na Starym Kontynencie cykamy sobie zdjęcia przed każdym lunchem z misiaczkami… Ale w Korei Południowej nie mają bliskich i nie chcąc jeść sami, oglądają ludzi, którzy jedzą przed kamerą! O co chodzi? Już tłumaczę. W Korei Południowej rodzina oznacza „ci, którzy wspólnie jedzą”. Są jednak tacy, którzy mieszkają daleko od domu i aby nie jeść samotnie posiłków, szukają towarzystwa. Popyt rodzi podaż. Są więc osoby (nazwane muk-bang), które jedzą posiłki przed kamerą i dostają za to pieniądze. To znaczy wirtualne balony, które zamieniane są na pieniądze. Są też tacy, którzy mają cały czas włączoną kamerę i spędzają z internautami cały swój dzień. Wszystko na żywo. Wystarczy, że napiszesz co dana osoba ma zrobić przed kamerą i ona to zrobi. Za balony. Za pieniądze. „Zaśpiewaj nam piosenkę” – śpiewa. „Zatańcz dla nas gangam-style” – tańczy. „Dostałam 500 balonów. Wow!” – chwali się jedna z muk-bang.

Martyna Wojciechowska porusza w swoim programie tematykę kobiet, a dokładnie tych na krańcu świata. Od kilku sezonów pokazuje odbiorcom niesamowite historie dziewczyn. Mniej lub bardziej smutne opowieści. Były też tragiczne. Były gwałty. Były samookaleczenia. Porwania. Ale jak skomentował widz pod filmem o Korei Południowej: „Odcinek o samotności w sieci był najsmutniejszy”.

Nie wiem dokąd świat zmierza i nie jestem Czesławem Niemenem, aby śpiewać o tym jaki jest dziwny. Jeśli czeka nas przyszłość w sieci, to wszyscy będziemy musieli się z tym pogodzić. I zapomnimy o tym co jest teraz, tak jak zapomnieliśmy o tanich chupa-chupsach, graniu w bierki i gumie balonowej. Czas się nie cofnie. Idziemy do przodu. A obok nas idzie nasza samotność. Ciekawe z kim będziemy ją dzielić.