Niedopasowana

#człowiek   #kobieta   #muzyka   #przemyślenia   #refleksje   #zapiski  


18 czerwca, 2018
Udostępnij

Nie rozumiem skrajnego feminizmu. Człowiek to człowiek. Jak mawia klasyk – po co drążyć? Regułą jest, że każda płeć jest wyposażona w dominujące cechy. Ale na pewno znasz kobiety, które zachowują się bardziej męsko (to nie krytyka!) i mężczyzn, którzy są wrażliwi, nie wstydzą się łez, posiadając więcej cech kobiecych (to nie krytyka!).

Jeśli uważam, że kobieta powinna być niezależna, mieć swoje zdanie, szanować siebie (i innych), mieć godność, to czy jestem już feministką (i to skrajną)?

Całkiem serio… Nie chcę wnosić szafy na szóste piętro, nie chcę wiedzieć czym są przeguby, półosie i wały napędowe. Nie chcę być traktowana gorzej, tylko dlatego, że jestem bardziej (bardzo!) emocjonalna, skrajna i chaotyczna.

Jestem kobietą, mam prawo do decydowania o sobie.
Jesteś mężczyzną, masz prawo do decydowania o sobie.

Mariusz Szczygieł w książcę „Kaprysik. Damskie historie” napisał, że każdy mężczyzna ma w sobie pierwiastki damskie. Niektórzy próbują je zdusić, a inny korzystają z jej dobrodziejstw – żeby choć w kilku procentach zrozumieć kobietę. Chociaż jak słyszymy w ostatniej piosence Kayah&Kękę – Supermenka 2018 – „(…) i tylko już kiedy później przytula się do mnie tak mocno mówi: nie próbuj zrozumieć, wystarczy ze jesteś obok”. Nie próbujmy się więc nadto rozumieć. Czasem warto przyjąć rzeczywistość taką, jaka jest – zachód słońca jest piękny bez filtrów. Człowiek tym bardziej!

Idąc tropem muzyki, natknęłam się ostatnio na piosenkę, w której  autorka  wyznała, że chce być jak t-shirt, który dopasuje się do Niego. Chce być tą, którą On zabierze na mecz, chce być Jego ozdobą. Chciałaby być zabrana nad morze i w góry. Przekonuje, że On może ją przedstawić komu chce, bo nie narobi Jemu wstydu. Chciałaby być noszona i brana cały rok. Zapewnia, że jest kompaktowa i dopasuje się do koloru Jego auta.

Nie jestem hejterem, nie wypisuję komentarzy na każdym forum, nie udzielam się na fejsie, nie krytykuję wszystkiego co się rusza. Wykasowałam więc z pamięci to, co dla mnie niewygodne i nie zgadza się z moim poglądami. Owa piosenka zagubiła się więc w mojej niepamięci.

Jednak niedawno natknęłam się na wpis o tej piosence na fanpage Nieuchwytne, który prowadzi Pani Magdalena Kulus: „Nie jestem w stanie zrozumieć, jak w czasach równouprawnienia i samoświadomości można napisać taki tekst! Nigdy nie przepadałam za Ewelina Lisowska, ale ta piosenka to dno dna. Stacje radiowe powinny ją bojkotować, bo jest po prostu szkodliwa społecznie. Nie uczmy pokolenia młodych dziewczyn, że mają się dopasować do koloru auta swojego chłopaka”.

Pod tym postem napisałam, że zgadzam się w 100%. Tylko tyle.

Bo nie rozumiem dlaczego kobieta (człowiek) ma prosić o miłość. Nie rozumiem dlaczego kobieta (człowiek) ma zabijać w sobie krzyczące emocje, żeby wyglądać w czyichś oczach na godną/ym uczucia. Bo nie rozumiem dlaczego kobieta (człowiek) ma zrezygnować ze swoich ambicji na rzecz bycia idealnie dopasowanym elementem do kogoś. Bo nie rozumiem dlaczego kobieta (człowiek) nie może czuć się kompletna/y sam/a ze sobą – ze swoim sercem i ze swoim umysłem. Dlaczego ma zgubić swoją podmiotowość? Bo nie rozumiem dlaczego kobieta (człowiek) ma odwagę tracić godność i szacunek do siebie, żeby krzyczeć „nie odchodź”, jeśli ta druga osoba nawet już nie patrzy w jej stronę. Nie rozumiem dlaczego kobieta (człowiek) chce zapomnieć o sobie, o tym co ma najlepsze w sobie.

To nie jest skrajny feminizm, to normalne bycie kobieta (człowiekiem) w XXI wieku. Mamy te same prawa, zapisane literami, unoszące się w powietrzu, czekające tylko aż zostaną zapamiętane i wdrożone w życie!

Na pewno nie jest idealnie – przez naciski społeczne, polityczne, przez to „co ludzie powiedzą”. Ale… skąd ktoś bierze czas, żeby mówić drugiemu, co jest dla niego najlepsze? Osoba, która spełnia się (w jakiejkolwiek dziedzinie) nie ma czasu oceniać innych i być prorokiem.

Nie wiem, co myślicie tym tekście. Może dla kogoś to zwykła letnia piosenka, która ma umilić czas w przerwach na oglądanie mundialu. Może. Ale pamiętajcie, że słuchają tego młodzi ludzie, dziewczynki, chłopcy, którzy dopiero kształtują swoje myślenie. W sumie mam nadzieję, że niezależnie od wieku – kształtujemy swoje myślenie.

„A jak myślicie, dlaczego taki tekst? No właśnie dlatego. Żeby ludzie udostępniali, żeby mówili «ej, patrz, jakie dno», żeby wysyłali znajomym. Oczywiście zniżanie swojej twórczości do takiego poziomu jest przykre, ale im większe halo z tego robimy, tym bardziej przyczyniamy się do popularności takich właśnie tekstów. Tak to właśnie działa, na zasadzie viralu” – napisał Dawid Milewski w komentarzu pod wspomnianym postem.

Nie zachęcam Was do słuchania tej piosenki, wystarczy, że w celach edukacyjnych, przeczytacie tekst (nic nie stracicie bez podkładu muzycznego). A jeśli macie dość patetyzmu, to zobaczcie filmik, w którym Paweł Opydo nieco humorystycznie rozprawia się z Eweliną Lisowską.

A na koniec niech wybrzmią słowa Lisowskiej: „(…) Zdecydowałam, że zrobię wszystko to, czego nie powinno się robić, czyli stworzę częstochowskie rymy i nakręcę cukierkowy teledysk. Byłam pewna, że słuchacze odbiorą to jako żart i przerysowanie. Przez moment nie pomyślałam, że ta piosenka zostanie odebrana tak na serio”.

(Visited 108 times, 1 visits today)