Pierwszy krok w chmurach

#Marek Hłasko   #refleksje   #społeczeństwo   #XXI wiek  


17 listopada, 2016
Udostępnij

Jak piszę to wydaję mi się, że powinnam czytać, jak czytam to wydaję mi się, że powinnam wyjść do ludzi, jak wychodzę do ludzi to wydaję mi się, że powinnam pisać. Z takiego założenia wychodził również Marek Hłasko. Z jego opowieści można także wyczytać, że niektóre decyzje, takie jak rezygnacja z miłości, nie powinny być nam wybaczone. Tymczasem uczono nas, że spotka nas w życiu coś jeszcze lepszego. Hłasko przestrzega, że może okazać się to nieprawdą… Może pewne sytuacje nigdy się nie powtórzą i nie powinniśmy wcale czekać na piękniejszą historię. Bo ta, która należy już do przeszłości, była wystarczająco piękna. Ale co my tam wiemy – dzieci wychowane w duchu wielkich możliwości i postępu technologicznego. Telefon, który obecnie jest najnowszy, za parę miesięcy będzie przestarzały. Nowy telewizor będzie reliktem przeszłości. A ludzie, którzy teraz nas otaczają, będą tylko wspomnieniem. I tak żyjemy w wiecznej ulotności, w wiecznym panta-rhei. Ale czy rzeczywiście mamy tak ciężko?

Przed każdym dobrym uczuciem człowieka trzeba klękać jak przed świętością, jak przed gwiazdą. Ochraniać, nieść jak światło, a jeśli jest tego chociaż iskierka, to dmuchać aż do utraty tchu. (…) Każdemu, który mówi: „Zostaw to, za parę lat przyjdzie co innego”, powinno się pluć w gębę. Co przyjdzie? Kiedy przyjdzie? Każde szczęście przychodzi złą drogą.

Za moich czasów… inaczej traktowało się ludzi. Wszyscy się szanowali. Bliski to był bliski. Rzeczy się naprawiało, nie wyrzucało. Ludzie rozmawiali, nie patrzyli w ekrany. Macie teraz możliwości, ale pewność siebie utożsamiacie od rzeczy, które posiadacie (…) – wyrwane z kontekstu rozmowy z dziadkami. Oni krytykują nas, my często oceniamy ich. Nierzadko nie rozumieją nowego stylu życia, nie wiedzą kim są internauci i do czego służą miłosne aplikacje. Co masz w tym pudle? – pyta babcia, gdy przestaje jej słuchać, a zaczynam odpowiadać znajomym na messengerze.

Żyjemy jak pączki w maśle. Bezglutenowym. I powiedz teraz, że nie mamy lekko… że nie ma pracy, że jest ciężko znaleźć miłość i żyć w zgodzie z przyrodą. Możemy wszystko. I jedyne czego nam brak, to chęci i zapału. Jedyne co powinieneś zrobić to krok pierwszy. A jeśli on się nie powiedzie to kolejny krok pierwszy. Sukces osiągają ci, którzy wchodzą oknami, podczas gdy ktoś zamyka przed  nimi drzwi. I to nie jest motywacyjna gadka z kobiecych pism. To coś, co próbuję w sobie rozwinąć – determinację.

Życie przemknie, przejdzie koło ciebie, a ty nawet nie będziesz wiedział, kiedy, co, jak. Życie swoją drogą, a ty sobie, z boczku, z boczku przeraczkujesz. A że tam ludzie walczą o coś, biją się, szarpią, to fiu… co to ciebie obchodzi. Ty tylko boczkiem, boczkiem pomalutku, żeby się nie ubrudzić.

Dementiastock.com

Nie mamy powodów, żeby się buntować. I jestem z tych, którzy nie odzywają się, jeśli coś mnie bezpośrednio nie dotyczy. Idę dalej. Nie wiem dlaczego mam się przejmować czymś, co nie ma na mnie wpływu. W całym oceanie możliwości, mam wybór. Mogę decydować o swoim życiu, jak chcę i kiedy chcę. Moje możliwości nie są uzależnione od kieszonkowego od mamy. Moje możliwości są ograniczone tylko moimi chęciami… czy ich brakiem.

A jak to było w latach 20? Nie zaprzyjaźniłabym się chyba z Hłaskiem. Pijak, nerwus, buntownik, bigamista. Na co komu taki facet? Opinia na temat jego twórczości była podzielona. Jedni uważali go za znak buntu ówczesnych czasów. Drudzy mówili, że z nudów postanowił wylewać na kartkę swoje żale. Jak zaś twierdził sam autor, życie to opowieść, ale to od każdego z nas zależy, jak ją przedstawimy. Mówił również do kobiet, chyba z autopsji, że im mądrzejsze tym głupiej się zachowują. Starają się o mężczyznę: piorą, gotują, całują, walczą, wybaczają. A owy mężczyzna sprytnie wykorzystuje kobiece zaangażowanie. W imię zasady: kochasz bardziej? Przegrywasz.

XXI wiek – choć nie żyjemy w cieniu wojny, nie walczymy z cenzurą, twórczość Hłaski trafia w samo sendo. Choć każdego dnia zalewa nas fala ciekawostek, informacji i nowości, to czego pragniemy najbardziej to kochać i walczyć o siebie. Niezależnie od metryki i pochodzenia.

(…) wszystko jest piękne, nawet na pewno, jeśli się ma te dwadzieścia parę lat. Wtedy są złudzenia i miłość – i wszystko jest do zdobycia, bo właśnie te głupie dwadzieścia lat. A potem przychodzi życie twarde, bezlitosne, obedrze człowieka do naga z tych złudzeń – i wtedy już nic nie zostanie z tych dwudziestu i z tej wiosny, i z tej miłości… Z początku człowiek cierpi, szuka jeszcze swoich złudzeń, potem przestaje cierpieć, tyje, sam sobie pluje w mordę, śmieje się z tego co było w nim kiedyś najlepsze. Śmieje się, śpiewa głupie piosenki i boi się przyznać, że sam miał kiedyś dwadzieścia lat i wiosnę. A potem już nie ma żadnych marzeń, to już niepotrzebne, tylko tak – z dnia na dzień.