Poczekalnia rzeczywistości

#przemyślenia   #refleksje   #zmiany  


19 lutego, 2017
Udostępnij

J. powiedział mi, że jeszcze się napracuje w życiu i zobacze jak jest ciężko. Że będę musiała zapie_dalać. Zamarłam. Są takie chwile, choć rzadkie, że po prostu mnie zatyka… Milczę, żeby nie powiedzieć czegoś niemiłego. Problem pojawia się, gdy ktoś chce odpowiedzi na moje milczenie. Pyta – co się stało, dlaczego nic nie mówisz? Wulkan. Wybucham. Zaczynam swoje mądrości…

Zobaczę, że będzie ciężko? Jestem przyzwyczajona do tego, że robię wiele… Że wszędzie mnie pełno. Jestem aktywna i spragniona nowych możliwości. Każdego dnia, pytam siebie czy robię wystarczająco dużo. Żeby kiedyś, a może i niebawem, poczuć satysfakcję. Rzadko miewam chwilę, kiedy jestem z siebie prawdziwie duma. Często jest to stan, który utrzymuje się na chwilę. Ale jak ktoś mądry powiedział – szczęście jest wtedy, gdy nic się nie dzieje. Gdy jest spokój. I ja do tego spokoju dążę – nie potrzebuję codziennie czuć się jak na haju. Chcę czuć, że zrobiłam tyle, ile mogłam… Czyli zrobiłam dużo.

Często mam chwilę buntu… Wtedy, gdy spoglądam na świat obok i czuję, że zmienia się nie w tym kierunku co sobie przewidziałam. Mój fundament zaczyna się rozpadać… To nie będzie tak jak myślałam? I nie mam na to wpływu? Najgorsze co wtedy czuję to bezradność i bezczynność. Jakbym krzyczała, a zarazem wiedziała, że nikt mnie nie usłyszy. Często miewam te sny. Bywam wtedy bardzo przygnębiona. Panikuję, bo panikarą jestem. Nie wiem czy się odnajdę w tym „nowym świecie”. Ale on już się zdążył zmienić. Szybciej niż myślałam. Już nie ma tego starego, dobrze znanego…

 


Gdy minie kilka smutnych dni, uśmiecham się do mojego lustra, które rozciąga się przez cały mój pokój i mówię do siebie: dziękuję! Dziękuję ci świecie, że nie jesteś zawsze taki stabilny. Że dajesz mi powody do tego, aby mi się chciało jeszcze bardziej. Że nie mogę poprzestać tylko na tym dobrze znanym spokoju. Że czasem może nie dziać się nic, ale raczej świat to jedna wielka zmienna i poruszamy się po nim jak na szachownicy. Nie zawsze każdy ruch jest fair, ale każdy do czegoś prowadzi. Prowadzi do zmiany. I to najważniejsze co może przynieść ci świat, on daje ci tę możliwość – wykraczasz ponad sferę komfortu. Czasem kosztują to dużo łez, czasem butelka wina, a czasem wystarczy bliska osoba, która to wszystko przetłumaczy, potrzyma cię za rękę i powie – ja się nigdy o ciebie nie boję.

Wracając do początku – nie boję się zapie_dalać. Nie boję się stracić to co znam. Nie boję się wyzwań. Jedyne czego się boję, to mojej reakcji na zmiany. I ile czasu czasem musi minąć, żebym zrozumiała, że to dobre zmiany (chociaż i dzisiaj #DobraZmiana nie brzmi dobrze).

Z jakiś powodów nigdy nie jest tak, jak sobie wyobrażę wcześniej. Dzieje się w ten sposób dlatego, myślę, że w świecie jest za dużo zmiennych, dużo więcej, niż zdoła pomieścić moja wyobraźnia. (…) Możliwe jest też, że wyobraźnia wyczerpuje w jakiś sposób rzeczywistość – to, co wyobrażone, nie może się już wydarzyć. I na odwrót – zdarzają się tylko rzeczy niewyobrażone. Mogłoby to znaczyć, że wyobraźnia i rzeczywistość czerpią z tego samego źródła, z poczekalni rzeczywistości. ~ O.Tokarczuk