Do stu razy sztuka?

#Fit   #miłość   #przyzwyczajenie   #uzależnienie   #związek  


28 lutego, 2017
Udostępnij

Doskonale wiemy, dzięki własnym doświadczeniom, że przyzwyczaić można się do wszystkiego i do wszystkich. Gdy nasze mieszkanie mieści się blisko torów kolejowych lub lotniska, po jakimś czasie nie słyszymy hałasów jakie wydają pociąg czy samolot. Gdy znajdujemy się w pomieszczeniu pełnym facetów, nie czujemy zapachu jaki wytwarzają ich ciała. Wszystko dociera do naszego nosa dopiero, gdy opuścimy dany pokój i wrócimy za kilka minut.

Tak samo dzieje się z relacjami międzyludzkimi. Przyzwyczajamy się do danych osób, a często wręcz uzależniamy od nich. Żyję krótko na tym świecie, ale mogę wyliczyć mnóstwo „par”, które łączy tylko uzależnienie, czy tam przyzwyczajenie. Nie jestem specjalistą do spraw miłości i związków, ale jeśli dwie osoby rozstają się ze sobą pięćdziesiąty raz, ze względu na:

– drażniące ich wzajemnie drobiazgi w życiu codziennym;

– zdrady;

– brak zaufania;

– kłamstwa;

– i wiele wiele innych rzeczy.

Po czym, te osoby wracają do siebie, tłumacząc się wszystkim, że tym razem będzie inaczej. To przepraszam, ale zadam pytanie.

Na jak długo inaczej?

Miesiąc? Dwa?

Czy człowiek nie jest przypadkiem gatunkiem rozumnym? I jeśli po pewnym czasie osoba , która zdradziła, dojdzie do wniosku – w sumie raz wybaczył/-a, to drugi też wybaczy – co dzieje się wtedy? Wybaczamy w nieskończoność i żyjemy w kłamstwie ze samym sobą.

Uważam, że bliska nam osoba, powinna być kimś na kogo możemy liczyć w każdej sytuacji i nie może nigdy nas zawieść. A jeśli zawodzimy siebie nawzajem i przy każdej kłótni chcemy się rozstawać I TO ROBIMY! To jaki jest sens powracania do siebie „co 5 sekund”?

Z jakiej racji związek ma być udany, po piątym powrocie do siebie, skoro za pierwszym razem nie wyszło? Chyba obecnie jesteśmy ludźmi o słabej wierze w siebie. Mamy kompleksy i boimy się tego, że nikogo innego nie znajdziemy. Tkwimy w swoich pseudo – związkach = przyzwyczajeniach = uzależnieniach, które już dawno powinny zostać schowane w pudełku na dnie szuflady.

Znam osobiście kilka osób, które przerwały swoją „złą passę” (że tak pozwolę sobie brutalnie to nazwać). Owszem łatwo nie było. Ale co w życiu przychodzi nam z łatwością?! Nic.

Dziś te osoby są szczęśliwe.