Na szacunek trzeba sobie zasłużyć?!

#dziś   #kiedyś   #różnica   #społeczeństwo   #szacunek  


28 listopada, 2016
Udostępnij

Nigdy nie myślałam o szacunku, ponieważ moje pokolenie zostało wychowane w zgodzie z nim. Nie przyszło mi nawet do głowy, żeby powiedzieć do starszej osoby per „Ty”. Gdy byłam dzieckiem (mniejszym niż teraz), mama w swojej bezradności wypowiadała zdanie – bo zawołam tatę! 

Działało! Za każdym razem stawałam się grzecznym aniołkiem. I nie chodziło o strach, lecz o fakt, że ojciec zawsze budził respekt.

Nie raz widzę, jak młodsze ode mnie kuzynostwo odnosi się do swoich rodziców i jak bardzo jest niewdzięczne za to, co ma na talerzu. Kupno komputera, telefonu, konsoli i mnóstwa gier jest przecież obowiązkiem, jakie powinien spełniać współczesny rodzic, by zyskać pięciominutowy szacunek u swojej pociechy.

14333117_657941071037543_5429035699833465911_n

Spotkałam się ostatnio ze stwierdzeniem: Na szacunek trzeba sobie zasłużyć.

Dziwne. Całe życie żyłam w przekonaniu, że człowiek ma prawo do swojej godności, wszyscy jesteśmy równi bez względu na to czym się zajmujemy i jaki kolor skóry mamy.

Zrozumiem sytuację kryzysową, w której dwie dziewczyny, w jednym klubie mają identyczna sukienkę. Nienawiść jest równa z bójką wiszącą w powietrzu. Jednak to nadal nie jest powód, by nie okazywać szacunku. To się nazywa „nienawiść” :D.

Może narzekam, bo przecież sama jestem młoda. Ale dziwi mnie sytuacja, gdy obcy mężczyzna mówi mi per „Ty” tylko dlatego, ponieważ ma wrażenie, że jestem młodsza. Hmm… Nawet jeśli to co z tego? Nie znamy się.

Wczoraj wieczorem czekałam na Magdę. Świeże powietrze, dobry humor i zdanie za plecami – no chyba Cię pojebało. 

Nie, to nie była Magda i tam nie stało dwóch kumpli. To był chłopak trzymający za rękę swoją ukochaną. Wywnioskowałam, że nie spodobało mu się Jej zdanie.

Nie wiem dlaczego, ale czekałam na kłótnię. Trochę się zawiodłam, bo po pięciu minutach zaczęli się przytulać i całować. Wtedy zadałam sobie pytanie – czy tam (w tym związku) jest jakiś szacunek?

Jakoś nie przypominam sobie, żeby mój ojciec odezwał się tak kiedykolwiek do swojej ukochanej. Nawet jeśli ta bredziła, że musi wydać całą wypłatę na buty.

Ba! Nawet ja nie usłyszałam takiego zdania od taty, gdy oznajmiłam w wieku trzynastu lat, że się wyprowadzam. DO KOLEGI!

Mój wniosek jest następujący:

Kiedyś szacunek był cechą wrodzoną, dziś jest przymusem i samowolką.