Szczęście w trybie online

#fikcja   #internet   #komunikacja   #społeczeństwo   #świat   #złudzenia   #życie  


19 marca, 2017
Udostępnij

Pracuję w tak zwanych social-mediach. Na co dzień wymyślałam treści, które powinny osiągnąć duże zasięgi. Nawet nie wiem, jak mogę nazwać swoje stanowisko: siedzę na łóżku, piję kawę i dodaję posty, zabarwiając je o niespotykane synonimy i zwrot bezpośredni do odbiorcy (Drogi Czytelniku!). Mam do tego dryg. Zdjęcia dodawane są w odpowiednich porach. Jeśli więc za oknem pada deszcz i panuje mrok to treść powinna być radosna i rozweselająca. Jeśli zaś jest odwrotnie, to łączę się w szczęściu (wiosna, wiosna, ach to Ty!). Krótkie instagramowe formy, kilka emotikon zakańczających zdania (kropki nienawiści są niemile widziane). Rozmawiając z Magdaleną (Mad), doszłyśmy do wniosku, że kiedyś dodawanie zdjęć było swojego rodzaju rozrywką i pasją, obecnie to przede wszystkim praca. Praca, która wymaga bycia na bieżąco i bycia online. Praca, która nie jest limitowana godzinami. Ważne, żeby mieć cały czas kontakt z odbiorcą. Od znajomych czasem słyszę, że robią sobie przerwę od Internetu. Włączają tryb offline i cieszą się życiem. A przecież w Internecie też można cieszyć się życiem… ale jakie to życie?

Siedzę teraz na łóżku w pozycji, która w przyszłości może wpłynąć na moje problemy z kręgosłupem. A przepraszam… już wpłynęła. Mam na sobie pidżamę w zielone koty. Surrealistyczne zielone koty są zapowiedzią dobrych snów. Piję herbatę (a na noc nie powinnam). Co jakiś czas w pisaniu przeszkadza mi prawdziwy, niesurrealistyczny kot. Mój kot zarządza moją przerwą w pisaniu i każe się głaskać. Poddaję się, bo kotu nie można odmawiać. Nigdy nie zna się godziny, kiedy może się to zemścić (karma wraca, czyż nie?). Co powinna teraz zrobić typowa królowa social-media? Włączyć aparat w telefonie, ustawić wszystkie modne przedmioty obok kota i zrobić zdjęcie. Można zrezygnować z ułożenia przedmiotów, ale koniecznie wtedy trzeba dodać hashtagi typu: #burdelwmejgłowie #chaos #arystycznynieład. Jakoś dzisiaj nie chcę mi się nic dodawać… Dzisiaj odpoczywam. Wolę być kojarzona inaczej. Inaczej czyli jak?

Mój krótkometrażowy film wyświetlany co jakiś czas prezentuje kawę, kulturalne miejsca, książki (jeszcze nieprzeczytane) i znajomych. Niekoniecznie w takiej kolejności, ale koniecznie w takiej, jeżeli chodzi o zasięgi. Tak chcę być kojarzona, ale czy tak wygląda moje życie? Czy każdy dzień składa się z wypadu w ciekawe miejsce? Czy jestem chodzącym „life like this”? Czy nie zdarzają mi się chwilę smutku i zwątpienia, czy nie bywam  zwyczajna i brzydka? No pewnie, że bywam. Niezależnie czy mnie lubisz czy nienawidzisz – jestem zwyczajna aż do przesady. Denerwuję się zbyt często i krzyczę zbyt głośno. Jestem sumą wszystkich ludzi, których poznałam i sumą wszystkich zdarzeń od rana do wieczora. Dlaczego więc widzisz mnie przez pryzmat kawy, książek i znajomych?


Złudzenia – czy jeśli publikowanie tylko niektórych chwil jest kłamstwem, to trzeba dodawać każdy moment z życia, aby być autentycznym? Czyli lepiej być Januszem, który informuje swoich „subskrybentów” o tym, że skarpetki nie pasują mu dzisiaj do sandałów, a Biedronka jest zamknięta? Czy Janusz powinien informować o tym, jak denerwuje go obecna władza, nieobecna teściowa i poczęte dziecko? Czy może lepiej nie dodawać nic, bo to co najważniejsze i najcenniejsze jest niewidoczne dla oczu? Dlaczego w takim razie inni dzielą się swoją twórczością, która dzięki temu może do nas dotrzeć i zyskać aprobatę? Dlaczego w takim razie interesuje nas życie „gwiazd” i „gwiazdeczek”?

Potrzebny jest… złoty środek. Warto znaleźć równowagę między życiem w Internecie, a życiem poza nim. Warto pamiętać, że to co widzisz i „serduszkujesz” jest tylko interpretacją rzeczywistości. To zdjęcie, które Ci się tak podoba jest tylko wycinkiem tego, co możesz zobaczyć na żywo. Przed i po tej chwili dzieje się więcej. Czasem lepiej, czasem gorzej.

Mass media powodują tzw. fikcję informacji. To, co widzisz i słyszysz odbierasz za prawdziwe. Prawdziwe choć nie sprawdzone. Przecież nie będziesz weryfikował każdego napotkanego słowa na ekranie Twojego komputera. Życia by Ci nie starczyło. Mało która wiadomość zatrzymuje Cię na dłużej. Pędzisz dalej wzbogacając się o:
1) obojętność, bo w gąszczu zdarzeń, mało która tragedia wzbudza w Tobie głębsze emocje,
2) bierność, bo nie jesteś w stanie nic zrobić z daną informacją, możesz jedynie ją skomentować, ale czy uważasz, że masz na nią wpływ?
3) zazdrość, bo dlaczego inni mają tak dobrze?
5) głupotę, bo jeżeli tak napisali, to musi być prawda.

Polecam sprawdzić jedną z kampanii społecznych, w której piękna dziewczyna, dzieli się swoim życiem na Instagramie (www.instagram.com/louise.delage, www.socialpress.pl/2016/10/louise-delage-symbolem-bezrefleksyjnej-konsumpcji-social-mediow). Louise Delage to 25-letnia paryżanka, która na swoim profilu prezentuje się w drogich kreacjach, przebywając w ekskluzywnych miejscach. Zawsze uśmiechnięta, prowadzi życie w stylu YOLO. Jeżeli przyjrzysz się uważniej, zauważysz nie tylko zbyt dużą ilość filtrów nałożonych na zdjęcie, ale… problem z alkoholem. Wejdź na jej profil i zacznij myśleć. Nie zajmuj się zbyt długo tym fejkiem, spróbuj uczynić swoje życie na tyle piękne, aby żaden program do przerabiania nie mógł mu dorównać. Muszę Cię zapewnić, że to życie to najpiękniejsze, które masz i prawdopodobnie piękniejszego mieć nie będziesz. To w Internecie się nie liczy.