W co uwierzyłam?

#przemyślenia   #rodzina   #święta   #wiara   #Wielkanoc  


16 kwietnia, 2017
Udostępnij

Czy poglądy, które latami formowały się w „dorosłym tobie”, są cenniejsze i bardziej twoje niż te, które wpojono ci w dzieciństwie?
[Piotr Szmidt – „Wybór felietonów z lat 2013-2016”].

Jest niedziela. Jestem zmęczona. Chcę odpocząć, ale przecież realnie jeszcze nic nie zrobiłam… Ot, zwykłe sprzątanie i przyrządzanie świątecznych potraw. Dla innych to codzienny rytuał, dla mnie nowość. Nie jestem Magdą Gessler czy też Perfekcyjną Panią Domu, ani inną obecnie znaną postacią, która changerssoftware.com nawraca ludzi. Jestem sobą. Święta co roku są tematem do moich rozważań (ach, jak to brzmi wzniośle). Przechadzam się po poglądach, które głoszą, że Święta są sztuczne. Zaglądam do tych dla których są momentem, aby się zatrzymać w truistycznym „codziennym pędzie”. Damn, jakie zatrzymać? Weź tutaj nie umyj okien dla Jezusa, nie przyrządź sernika, o sałatce jarzynowej nie wspomnę…

Co roku spędzam inaczej Święta. Nie idzie o to, że Święta co roku przypadają w innym terminie. Nie mam też na myśli miejsca w którym je spędzam. Chodzi o mnie i o to jak się zmieniam, a wraz z tą zmianą nadchodzi zmiana w podejściu do tradycji. Od zawsze byłam „robotna” i lubiłam przyglądać się jak moja babcia pichci świąteczne dania. To dzięki niej w moim domu zachowała się tradycja obchodzenia Świąt. Bywały lata, kiedy lekceważyłam zwyczaje, śmiejąc się w głos, że myję okna dla Jezusa. Nadal jest ze mnie ten wewnętrzny chichot, ale doceniłam kilka zwyczajów, które warto pielęgnować… Przede wszystkim dorosłam. Nie na tyle, żeby być dojrzałą, ale na tyle, że mogę już sama kreować swój świat. Nie jestem uzależniona od decyzji rodziców. Mogę sama zdecydować czy pójdę poświęcić jajka, czy zjem je zwyczajnie na miękko. Mogę zdecydować czy będę sprzątać dla Jezusa, czy może jednak nie potrzebuję słońca w pokoju (okna przybiera wtedy kolor ciemnej szarości). Nikt mi nie każe co mam robić. Sama przyglądam się i weryfikuję, którą drogą aktualnie chcę podążać.


Mój dom dzieli się na dwie sfery – tradycja miesza się z nowoczesnością. Wiecznie zapracowana mama, która nie robi niczego na pokaz i jeżeli nie ma na coś ochoty to po prostu to lekceważy. Piętro niżej mieszka babcia, która codziennie wstaje o 7.00 i nawet nie śni jej się, żeby nie zrobić na Święta sałatki jarzynowej czy sernika. W tym roku wybrałam opcję „na babcię”. I nie dlatego, że trzeba. Nie dlatego, że tak wypada, ale dlatego, że tradycje warto kultywować i przekazywać z pokolenia na pokolenie.

Może nie znam Pisma Świętego na pamięć, a od czasu lekcji religii, nie mam z nim nawet styczności. Nie byłam u spowiedzi. Może nie rozumiem tego co mówią księża, może nie przestrzegałam Wielkiego Postu – nie wiem jeszcze co mogłam zrobić, a co jest ważne. Wiem tylko, że chciałabym się nauczyć tego wszystkiego co potrafi moja babcia. Wiedząc o tym, umiejąc to zrobić, mogę zdecydować czy przekażę to swoim dzieciom i jak je wychowam.

Nie jestem zwolenniczką skrajności, choć targają mną skrajne emocje. Jeśli nie chcesz obchodzić Świąt to tego po prostu nie rób. Jeśli masz errabizsoft.com potrzebę chodzić codziennie do kościoła to ubierz wygodne buty i po prostu idź. Moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się Twoja.

Jedyne czego życzę sobie na Święta to rodzinnej atmosfery. Jeżeli widzisz uśmiech bliskich to chcesz po prostu (może irracjonalnie) wierzyć, że jest prawdziwy. Na tym polega wiara, nie? Na koniec warto zastanowić się, co by było, gdybyśmy się pożegnali z wszystkimi tradycjami… Co gdybyśmy nie kultywowali żadnego zwyczaju? Czy bylibyśmy ludźmi wolnymi, pozbawieni wszelakich „musów”, czy raczej tymi bez przeszłości, który nie znają do końca swojej tożsamości?…