Więcej

#emocje   #internet   #kobieta   #ludzie   #miłość   #społeczeństwo   #Tinder  


12 lutego, 2017
Udostępnij

Świat się znowu podzieli. Jak w każde święto. Jedni będą uważać, że to sztuczne celebrowanie, drudzy, że to kolejna okazja aby powiedzieć komuś te dwa magiczne słowa. Znacie je. Może niektórzy powiedzą je po raz pierwszy…

Katarzyna Grochola na rozdaniu nagród „Bestsellery Empiku” powiedziała, że chciałaby podziękować swojemu mężowi za wsparcie. Chciałaby, ale niestety nie może tego zrobić… Bo nie ma męża. Na polecenie swojej przyjaciółki, podziękowała osobie, którą kocha najbardziej. Sobie. Podziękowała sobie za codzienną motywację. Napisała książkę. Zdobyła nagrodę. Uśmiechnęła się do swoich czytelników.

14 luty. Obok Walentynek to też Dzień Chorych Psychicznie. Przypadek? Nie sądzę… Trzeba mieć niepoukładane w głowie, aby wielbić jedną osobę spośród 7 miliardów innych. Ale to dobrze. Kiedyś zmądrzeją, ale jeszcze nie pora na takie wybryki. Podzielimy się więc kolejny raz. Będą ci, którzy „walą tynki” i ci, którzy w ten dzień powiedzą sobie sakramentalne „tak”. Sama podkreślam często, że kocham kochać. I życzę wszystkim jak najlepiej. Niektórym po prostu życzę tego… ale jak najdalej ode mnie. I też dobrze. Uśmiecham się do swoich czytelników.

 

piekneiekrzeslo

A jaka jestem moja historia z ostatnich dni?

Powiedziałam kilka słów za dużo i zostałam jedną z bohaterek artykułu Marty. Pozwólcie sobie wychodzić poza sferę własnych wyobrażeń i jak ja – wracać do swoich przekonań.

Chciałam założyć Tindera. Na początku wmawiałam sobie, że to w celach badawczych. Podobnie kiedyś założyłam konto na zaadoptujfaceta.pl – opisana obserwacja do dzisiaj cieszy się dużo popularnością. Jeden wieczór wystarczył, abym uzyskała wszystkie potrzebne informacje. Na nikogo nie spoglądałam pod kątem przyszłej sympatii. Pytałam mężczyzn po co założyli ten portal. Portal nieco oryginalny – kobieta wybiera mężczyznę, który staje się jej „produktem”. Uprzedmiotowienie? Mężczyźni nie mieli takiego podejścia, a wręcz mieli fun, bo w końcu wiedzą czego chce kobieta. Mieli dość wiecznego domyślanie się i zgadywanie – dlaczego tym razem ma focha. Z Tinderem miało być podobnie. Ale pojawiły się emocje. Może założę konto nie tylko jako dziennikarka, ale też jako zwykły człowiek? Może kogoś poznam, może ktoś będzie chciał poznać mnie?

Ustalanie odległości do jakiej chcę kogoś poznać, przesuwanie palcami w prawo i lewo – tak myślałam o tym portalu. Mimo to, założyłam Tindera w przerwach w nauce do egzaminów. Mam słaby internet więc aplikacje ściągnęłam w 10 minut. Konto miałam zaś niecałe 6 minut. Dawałam wszystkich w lewo, jedna osoba mi odpowiedziała. Do dzisiaj nie wiem czy to, że dawałam w lewo znaczy że mi się podobali? Usunęłam konto i wróciłam do nauki… Całość trwała 16 minut. Później zastanawiałam się, po co mi to było? Przecież zawsze głosiłam poglądy antytinderowskie – w wielu moich tekstach wyśmiewałam „miłość w czasach Tindera”.

A teraz sama już nie wiem… Po rozmowie z kolegą, który przedstawił mi racjonalne argumenty, nie wiem czy pachniałabym desperacją czy po prostu XXI wiekiem. Jeżeli nie masz na nic czasu, to Tinder może być jedynym sposobem, aby kogoś poznać – tłumaczył. Mówił także, że jeśli szukasz szybkiego seksu to go znajdziesz. Jeśli szukasz czegoś więcej to też to znajdziesz – wystarczy stawiać jasno sprawę i spotykać się z osobami, które cię zainteresują. Powiedzieć podobasz mi się, czy ja tobie też? Jeżeli tak, to może usuniemy tę aplikację i skupimy się na poznawaniu siebie? Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że chyba zatrzymałam się w poprzedniej epoce i chciałabym się kogoś domyślać, chciałabym czuć niepewność… Czasem nie wiedzieć co mnie spotka. Choć pisząc te słowa, wydają mi się nazbyt banalne – często ta niepewność równa się cierpienie. Może właśnie jeżeli kogoś/czegoś bardzo chcemy to stawiamy sprawo jasno i nie mamy czasu na bawienie się w kotka i w myszkę?

Co do Tindera – założyłam konto kolejny raz i ponownie je dezaktywowałam (ach, to kobiece zdecydowanie…). Nie umiem robić czegoś wbrew sobie, a na razie poznawanie kogoś przez Internet jest dla mnie wypisaniem sobie na twarzy „szukam człowieka do kochania”. Może gdybyśmy na co dzień mówili sobie tak wszystko otwarcie to byłoby nam prościej… Ale też trzeba wiedzieć komu warto pokazać całą siebie i kto jest wart otworzenia się. Na razie nie chcę, żeby cały świat wiedział, że chcę. Bo przecież może wcale nie chcę? Tak jak napisałam – jeżeli czegoś naprawdę chcesz to robisz to naturalnie, z pewnością. Jeżeli nie chcesz, wahasz się, to zastanów się czy jesteś w dobrym miejscu.