Z archiwum twarzy

#emocje   #ludzie   #społeczeństwo   #stalker   #świat   #wirtualny  


19 stycznia, 2017
Udostępnij

Cześć, nie poznajesz mnie?  Nie szkodzi i tak pokaże Ci moje życie. Chodź, nie krępuj się. Zobacz moje okno na świat!

Nie żebym miała niezliczoną ilość znajomych w prawdziwym czy też wirtualnym życiu. Kiedyś zależało mi na ilości znajomych, jednak z wiekiem doceniam tylko najbardziej wartościowe relacje. Po co mi nieznajome twarze, które mają śledzić mój każdy krok w Internetowym świecie? Sprawdzać, czy jestem dostępna, a jeśli nie – to dlaczego. Słuchać muzyki, którą lubię i czytać wpisy, którym ofiarowałam serduszko. Oceniać czy na zdjęciu wyszłam dobrze czy źle, śmiać się za plecami, albo co gorsza ingerować w mój świat. Tak właśnie, rodzą się bardzo specyficzne znajomości. Opowiedzieć Wam o takich? Czy znacie je z własnego przykładu?

Stalker według cioci wikipedii oznacza prześladowcę lub osobę śledzącą kogoś. W kulturze masowej definiuje się ją jako uzbrojonego i wytrenowanego poszukiwacza. Mam wrażenie, że powinno być  traktowane jako zawód ludzi, lubiących udawanie detektywów, tylko w wersji hard. Light zarezerwowana jest na portalach społecznościowych. Przykład. Obserwujemy ludzi, których nie znamy na Instagramie, Facebooku czy Snapie. Początkowo nie wydaje nam się to niewłaściwie. W końcu po to, są te portale. Do zaglądania w ludzkie życie, z pełną odpowiedzialnością lub czasem jej brakiem po jednym lub dwóch drinkach. Z reguły robimy to wedle naszej własnej woli. Z czasem jednak te inteligentne urządzenia zapisują tzw. historię przeglądania. A skoro jest już to w pamięci, to dlaczego nie sprawdzić profilu raz jeszcze? I jeszcze raz, i jeszcze raz.. aż powstaje problem.

pexels-photo-240223

Uzależniamy się od ingerencji w ludzkie życie. Zaczynamy dzień i kończymy z odświeżaniem profilu danej osoby w telefonie. To prawie jakbyśmy z nią rozmawiali, bo cisza też jest ponoć odpowiedzią. Tak sobie żyjemy razem, ale oddzielnie. Z czasem robi się to niezdrowe bo nasze emocje często zależą od tego, jak daleko sięgniemy wzrokiem. To co sobie przypomnimy lub co gorsza zobaczymy, powoduje czarne myśli, a w efekcie czarne serce #hades. Oczywiście wiem co mówię. Rok temu jeszcze miałam profile na Instagramie, których przecież oficjalnie nie obserwowałam, ale byłam na nich codziennie. I to nie jeden raz. Świadomie chciałam zepsuć sobie humor lub nakarmić żądze ciekawości. Zazwyczaj udawało mi się to pierwsze bo na kolejne przecież nie chciałam tracić czasu. Najgorsze było to, że nawet oficjalnie tych osób nie poznałam, a już ich nie lubiłam. Taka jest kobieca logika. Tak mijały dni, a ja uzależniałam swój dzień – od tego co tam zobaczyłam. Aż w końcu nadszedł dzień, w którym stwierdziłam, że to bez sensu i trzeba położyć temu kres. Od tego momentu czuję się zdrowsza. Przede wszystkim emocjonalnie, może też spróbujesz?

Istnieje też znacznie gorszy gatunek stalkerów. Ci w Internetowym świecie tak naprawdę mogą tylko śledzić nasze ruchy, ale nie mogą ingerować w codzienność. Jednak Ci prawdziwi – wiedzą o Tobie wszystko. Znają Twoje miejsce zamieszkania i nawyki, czasem nawet sposób myślenia. Wiedzą, gdzie i z kim bywasz. O której wychodzisz i wracasz do domu. Przez ponad miesiąc wychodząc z domu, niepewnie rozglądałam się czy wychodzę sama. W centrum zastanawiałam się czy lokalizacja w telefonie zaraz zdradzi moje niecne plany pójścia na uczelnie, podczas gdy ktoś będzie śledził moje kroki. To zabawne bo myślałam, że tylko gwiazdy kwalifikują się do posiadania swoich prześladowców. Nic bardziej mylnego. Oczywiście hipokryzją będzie stwierdzenie, że sama nie śledzę gwiazd. Z uśmiechem oglądam zdjęcia mojego ideału Channinga Tatuma na zdjęciach z żoną i dzieckiem, lajkuję zdjęcia moich motywacji czy podglądam Redaktor Naczelną – Magazynu Suplement. Sprawdzam, co wrzucają znajomi i ludzie z mojego miasta. Oglądam fotografie i podziwiam jakość. Wszystko to w imię dobrych intencji.

Ostatnio niczym ciocia dobra rada, poleciłam znajomemu usunięcie zdjęć z jego profilu ze zdjęciami osoby, która stała jego się przeszłością. I wiecie co? Chyba mnie posłuchał. Przeszłość nie ma znaczenia bo to przyszłość jest kontynuacją teraźniejszości. Gdy zamkniecie stare sprawy, łatwiej Wam będzie wejść w nowe. Polecam więc odświeżenie swoich portali, ale przede wszystkim myśli. Wszystko nam wolno, ale nie wszystko warto. Życie jest proste, ale sami je sobie chcemy komplikować. Szkoda czasu na skupianiu się na życiu innych bo mamy swoje własne.