Z pasją na szczyt

#góry   #hobby   #pasja   #przy imbirze   #rozmowy   #turystyka   #wywiad  


14 kwietnia, 2017
Udostępnij

Spotkałyśmy na swojej drodze człowieka, który opowiedział nam o swojej pasji – turystyce górskiej. Jakub Gorzelany, student Uniwersytetu Śląskiego opowiada i zachęca do tego, by spróbować choć raz zakosztować górskiego powietrza.

 Fitmadmara (Marta i Magda): Skąd wzięła się u Ciebie pasja?

Kuba: Od szkolnych wycieczek. Jest to w sumie trochę śmieszne, bo nikt nie lubi jeździć na szkolne wycieczki, tym bardziej gdy trzeba zwiedzać lub sporo chodzić, a mnie się zawsze podobało. W podstawówce mieliśmy coś takiego jak kółko turystyczne. Dzięki niemu zacząłem sporo chodzić po Beskidach. Pochodzę z Cieszyna, więc mam tam stosunkowo blisko.

To wszystko mnie bardzo zainteresowało i rozwinęło we mnie pasję do chodzenia po górach. Oprócz tego czytałem dość sporo książek podróżniczych i to też gdzieś tam pomogło mi w tym, że chciałem rozwijać w sobie cechy podróżnika.

Ja jestem instruktorem survivalu. Brzmi to co prawda górnolotnie, ale odbyłem taki kurs instruktorski w trakcie studiów. Była to dla mnie ogromna możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Coś jak połączenie pasji z dodatkowym zdobyciem cennej wiedzy. Interesowałem się już tym wcześniej, gównie przez literaturę jaką czytałem. Przykładowo przytoczę książkę pewnego podróżnika, Pana Jacka Pałkiewicza. Jest on nazywany prekursorem polskiego survivalu. Później pojawili się w moim życiu zagraniczni autorzy, m.in. Rey Mayers, John „Lofty” Wiseman i Bear Grylls, podejrzewam, ze wielu zna go głównie z jego programów na Discovery.

F.: Jak wygląda taka wyprawa survivalowa?

K.: Na to składa się wiele czynników, w zależności od tego czy ma to być wędrówka czy siedzenie w jednym miejscu. Sztuki przetrwania nie da się uprawiać samej w sobie. Uprawiać można sport. Natomiast tutaj nie da się nigdy zrobić warunków ścisłych do przetrwania, ponieważ jadąc do lasu człowiek jest przygotowany do tego, co chce tam robić. I tej sytuacji przy katastrofie samolotu nie da się wyizolować, zawsze to jest jakoś kontrolowane. Ale chodzi głównie o to, aby nabyć choć trochę takich umiejętności, gdzie człowiek może sobie poradzić w kryzysowej sytuacji. Ja traktuję to jako rozszerzenie swoich umiejętności.

F.: Czy widzisz jakieś powiązanie swojego hobby ze studiami?

K.: Chyba żadne. Jest to raczej moje zainteresowanie, które może się przydać. Najłatwiej jest mi to ująć w ten sposób, że jest to przygotowanie do życia. Dziś żyjemy w takim środowisku, gdzie mamy wszystko zapewnione i podane na tacy. Idziemy do sklepu – dostajemy co chcemy, gdy zepsuje nam się but, to kupujemy nowy, ponieważ dziś nie szanujemy rzeczy tylko, wyrzucamy do śmietnika. Gdy  potarga nam się koszulka, to ląduje ona w śmietniku. Natomiast dobrze jest posiadać pewnego rodzaju umiejętności, aby poradzić sobie w tak banalnych sytuacjach życiowych przykładowo pocerować skarpetę. Fajnie by znać węzły, które mógłby nam pomóc na co dzień.

F.: W jaki sposób wygląda rozwijanie Twojej pasji?

K.: Obecnie dołączyłem do pewnej grupy znajomych, która wyjeżdża w góry na kilka dni. Góry to moja największa pasja, natomiast survival to pewnego rodzaju gałąź poboczna. Chciałbym kiedyś zdobyć wysoki szczyt, to jest pewnego rodzaju marzenie. Ale dążę do tego  po kolei, małymi krokami. Nigdzie się nie spieszę.

Dzielę ludzi na dwie grupy, na tych którzy chodzą by zdobywać szczyty i na tych, którzy chodzą, ponieważ czerpią z tego radość. Ja należę zdecydowanie do tej drugiej grupy. Spacerowanie daje mi największe szczęście.

F.: W jaki sposób przygotowujesz się do swoich wędrówek?

K.: Wszystko zależy od podejścia. Na przykład często ludzie jeżdżą nad morskie oko, jest pięknie, ale na tym kończy się ich „wędrówka”. Natomiast gdy robimy to w sposób bardziej zaawansowany. Gdy idziemy na wyższy szlak, musimy się bardziej przygotować, mieć mapę i kompas. Często widziałem lepiej przygotowane do wędrówki osoby na Czantorii, gdzie śmiało można wyjechać na szczyt wyciągiem, od tych którzy wspinają się w Tatrach, gdzie jednak należy podejść z większym rozumem.

F.: Co znajduje się w Twoim plecaku?

K.: Na pewno jedzenie! <śmiech> Następnie tak jak wspomniałem mapa i kompas, które są podstawą, zwłaszcza gdy podróż jest samotna. Należy ubrać się odpowiednio do temperatury, ja zawsze mam czapkę i rękawiczki, po to by nie tracić niepotrzebnie ciepła. Ważna jest apteczka, woda, scyzoryk i latarka. Już nie wspomnę o odpowiednim obuwiu, które jest równie ważne. Owszem można wybrać się z sandałach, ale nie gwarantuję bezpieczeństwa i tego, że człowiek wróci do domu ze zdrowymi kostkami.

F.: Wyprawa, którą najmilej wspominasz?

K.: Bieszczady, rok temu. Na pewno to powtórzę!

F.: Ulubiona pora roku do wędrówek?

K.: Zima. Zdecydowanie wolę chodzić zimą, chociażby ze względu na to, że nie lubię gdy jest mi za gorąco. Latem dochodzi najczęściej do takiego momentu, że nie masz już z siebie co zdjąć.

To prawda zima jest wymagającą pora roku, chociażby ze względu na fakt, że należy wtedy nosić ze sobą znacznie więcej rzeczy, a raki – obuwie z kolcami, jest obowiązkowe. Jednak widok, który można zobaczyć o tej porze w górach, zwłaszcza gdy pogoda dopisze, jest wart każdego kroku.

F.: Jak z orientacją w terenie wieczorami, podczas zmroku?

K.: Trzeba przyznać, że nasze polskie szlaki są oznaczone dosyć dobrze, wiec nie ma z tym większego problemu. Za granicą, szczególnie w mniej uczęszczanych miejscach Europy szlaki bywają gorzej oznaczone. wtedy przydają się kilkukrotnie wspomniane już kompas, mapa, może być GPS no i latarka.

F.: W jaki sposób zachęciłbyś do wędrówek po górach naszych czytelników?

K.: W górach musisz wykonać pewien wysiłek bez zapłaty. Jest to mistyka, szukanie czegoś wyjątkowego. Do tego trzeba mieć wyobraźnię i filozofie życiową. Nie każdego na to stać i nie każdemu się chce. – Są to słowa Krzysztofa Wielickiego, polskiego alpinisty, taternika i himalaisty. Uważam, że jak się nie robi nic, to tak naprawdę człowiek się cofa, a warto poszerzać swoje horyzonty. Myślę, że wyjazd w góry jest dla każdego. To może być dla każdego super przeżycie. Stopniowanie i próbowanie nowych rzeczy jest bardzo dobre. Jeśli nie lubisz się przemęczać, to wyjedź kolejką! Zobaczysz szczyt i może następnym razem zechcesz go zdobyć o własnych nogach. Nie trzeba zdobywać nie wiadomo jakich szczytów. Możesz pojechać na Jurę Krakowsko-Częstchowską, na Pustynię Błędowską, albo pójść do parku obok domu. Najważniejsze jest by zrobić ten pierwszy krok i w jakiś sposób to rozwijać.

Znam wiele osób, które mają znacznie więcej osiągnięć niż ja, ale ja tego wszystkiego nie robię dla osiągnięć. Inaczej chodziłbym ciągle załamany, że są lepsi ode mnie. Ja małymi krokami zdobywam to co piękne i robię dla siebie wszystko, co mnie cieszy.

 

Zdjęcia są autorstwa Jakuba.