Zawstydzeni

#emocje   #seks   #społeczeństwo   #studia   #życie  


10 czerwca, 2017
Udostępnij

Kilka dni temu byłam na ostatnich zajęciach na kierunku dziennikarstwo i komunikacja społeczna. I choć na studiach nie posługujemy się pojęciem „lekcji”, była to jedna z lepszych lekcji, które odbyłam. Miałam przygotować prezentację na temat seksualności człowieka.

Pierwszą przeszkodą, która od dawna towarzyszy mi w życiu, był brak czasu. No, bo jak to mam spędzać czas przy tworzeniu prezentacji i jeszcze na temat seksu?! Są w życiu ważniejsze rzeczy. A przynajmniej ważniejsze rzeczy do nauki. Nie jestem pruderyjna i uważam, że o seksie powinniśmy mówić. Ba, powinniśmy emanować seksem, a co za tym idzie – uczuciami, emocjami, spontanicznością. Chyba nie muszę mówić, że seks to nie tylko prokreacja, to nie tylko odbycie stosunku, ale przede wszystkim, właśnie – emocje.

Ale do rzeczy.

Po omacku zabrałam się za wyszukiwanie informacji. Tak zwany research, bo miałam deadline. Pytanie podstawowe: Jak mam w sposób kulturalny przedstawić seks? Mam mówić o mitach na jego temat? Że rozmiar wcale nie ma znaczenia? Że dla facetów „nie liczy się jedno”? Wydawało mi się to co najmniej niestosowne. W końcu jestem studentką Uniwersytetu Śląskiego. Studentką 5 roku! A seks? Najbezpieczniejszą wersją było klepanie regułek i przedstawianie teorii. No, do naukowców to chyba się nikt nie przyczepi… Opisałam więc co to jest seksualność, czym jest erotyzm i jakie są normy seksualne. Pięć slajdów to za mało, aby zadowolić publiczność… (hehe – #zadowolić #seks). Toteż wyszukałam raporty z badań na temat seksualności Polaków w 2017 roku. Ze statystyk wynikało, że coraz więcej osób (nie tylko mężczyzn!) się masturbuje i coraz więcej z nich również przyznaje się do uprawiania seksu oralnego. ORALNEGO! Wyobraźcie sobie mnie, na zajęciach, mówiącą o seksie… Tym bardziej oralnym. No ładnie. Wszystko przeczytam z kartki i będzie z głowy – pomyślałam. Przygotowałam się więc do prezentacji w taki sposób, że wydrukowałam cały tekst i poszłam na zajęcia. Na ekranie pojawiła się moja prezentacja, a ja zaczęłam czytać z kartki. Ufam papierowi, papier mnie nie okłamie. Wtem pani doktor, która prowadziła zajęcia, powiedziała, żebym odłożyła kartkę i zaczęła mówić. CO?! HALO?! Nie tak się umawiałyśmy. Miało być jak zawsze – nudna prezentacja na jakiś tam temat. Tak jak wspomniałam – nie za dużo czytałam na temat teorii seksu, a moja wiedza opierała się na innych źródłach – np. książce „O mężczyźnie” profesora Lecha Starowicza czy „Sztuka Kochania” doktor Michaliny Wisłockiej, jak i również wykładach Uniwersytetu SWPS, które dostępne są na YouTubie. Upomniana przez panią doktor nie miałam więc wyjścia i musiałam mówić o tym „co wiem” i to nie z kartki. Jaki z tego morał?

Wiele osób postrzega mnie jako osobę pewną siebie, wygadaną. Wydaje się więc, że taka osoba to się niczego nie wstydzi i niczego nie boi. Pomyłka. Każdy z nas się czegoś wstydzi, ma swoje mniejsze bądź większe strachy. Moje to właśnie wystąpienia publiczne. Nie mam problemu przeprowadzać z kimś rozmowy czy wywiadu. Problem tkwi, kiedy to ja mam przemawiać i być słuchaną. Często bez reakcji. Wiecie jak to publiczność – patrzą się, czasem się uśmiechną, gadają do siebie, ale w sumie to nie wiesz czy mają cię w d_pie, czy jednak może trochę ich interesujesz. Dzięki ostatnim zajęciom mogłam przełamać również brak zaufania do samej siebie. Często bowiem mam tak, że wydaje mi się, że to, co uważam na dany temat, to, jakie są moje przekonania, nie są prawdziwe dopóki ktoś ich nie potwierdzi. Nierzadko więc zmieniam zdanie, bo „ktoś mi coś powiedział”.

Może to dziwne, że tak wpłynęły na mnie ostatnie zajęcia na dziennikarstwie i komunikacji społecznej. Nie przejmujcie się, wiele rzeczy w życiu jest dziwnych. Czasem nie trzeba spektakularnych wydarzeń czy wielkich wyzwań. Trzeba doceniać małe kwestie w codzienności, które pozwalają nam uwierzyć w siebie. Próbować nowych rzeczy, wychodzić ze swojej strefy komfortu, uczyć się każdego dnia czegoś nowego. Nawet jeśli miałby to być tylko nowy przepis na ciasto (wtedy możecie się ze mną podzielić tym ciastem).

Konkluzją tego tekstu niech będą słowa, które od dawna siedzą mi w głowie: pamiętajcie, że chłopcy płaczą, a dziewczynki się masturbują. A poza tym świat jest dziwny i trzeba to zaakceptować. A czasem nawet warto go pokochać. W sensie seksualnym też!